Strona:Pisma VII (Aleksander Świętochowski).djvu/098

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


potwory nią się potruły. Bogiem jest tylko Jam, który przeze mnie mówi.
Tylon. Starcze zuchwały, chcesz sobie w usta włożyć całe niebo i jego mocą przemawiać? Wezwałeś nas tu dla związania braterstwa, a znieważasz naszych bogów i każesz nam dobrowolnie zostać waszymi niewolnikami! Mój miecz, jak moje serce, drży w pochwie zgrozą, słuchając twoich złorzeczeń. Pragniesz nam wydrzeć naszą wiarę i mienie, być napastnikiem i grabieżcą — powiedz otwarcie, a nie skradaj się do naszych domów, jak lis skórą boską obleczony.
Moron. Boże, ty widzisz z niebios, że spełniłem wolę twoją i że ona została sponiewieraną. Jeślim godzien łaski twojej, powiesz mi, co czynić powinienem. Wracajcie Mirowie do swojej ziemi pod osłoną naszej gościnności, a my na tem wzgórzu, które miało być kopcem przymierza, wzniesiemy ołtarz i ofiarujemy Panu białe koźlę dla zmazania grzechów tu popełnionych.
Tylon. Wracajmy co prędzej i zabezpieczmy nasze pola przed tą wędrowną szarańczą, która się chce na nie zwalić! Przekleństwo Wirom!
Głosy Wirów. Przekleństwo Mirom!
Zebor. Wymordować!
Mirowie, jak stado gnanych łabędzi, zbiegli ze wzgórza ku rzece.
Moron. Uciekajcie na stopach, może wrócicie na kolanach! Rodowcy moi, słyszeliście, co odpowiedzieli Moronowie. Tą wstęgą rzeki przecięli nam świat