Strona:Pisarze polscy.djvu/152

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


i feljetonista, zmienny jak chmura, nie ogarnął tej rodzącej mu się pod piórem powieści; nie pora mu jeszcze na krystalizację duchową, bo u niego wszystko jest rozkołysane w biegu, jak idąca do przypływu fala, która wznosząc się i opadając, jednak naprzód dąży.
Jest jeden piaszczysty, bezpłodny i rozpaczliwie nudny ugor, ku któremu fala ta mimo wszystkich swych zboczeń wytęża całą swą moc zalewu, całą siłę swych pogardliwych i szyderczych bryzgów. Filisterstwo, szarzyzna, miernota to jego wróg, z którym nigdy nie zawiera pokoju. Tępi je wszędzie: w idealnem »familienleben«, w fałszywej pozie natchnionych piewców absolutu, w duszy wielkich artystów, w duszyczkach mieczyków kawiarnianych. Nienawiść filistra, właśnie wskutek samej nieokreśloności tego, czem jest owe filisterstwo, jest w nim jak wiecznie czujny instynkt, tak czujny, że nieraz odezwie się tam nawet, gdzie pobudki istotnej niema. Wtedy np. wielka twórczość Żeromskiego tak wywyższona nad małostki — a małostką w gruncie rzeczy jest owa kwestja »filistrów« — wyda mu się w znacznej części tylko epizodem antyfilisterskiej walki. Jest rzeczą interesującą, że najgorętszą i podobnymi nieraz środkami prowadzoną wojnę filistrom wypowiadali u nas dwaj Krakowianie najmłodsi: Nowaczyński i Kisielewski. Może dlatego, że obaj pochodzą ze sfer zadowolonych, zadowolonych z małego. Bo istotnie drobną, bardzo drobniutką jest sprawa filisterska, jeżeli nazwą filistrów obdarzyć te lub inne typy czy zajęcia i przeciw nim kierować ostrze satyry; ale