Strona:Pisarze polscy.djvu/153

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


stokrotnie pogłębia się przepaść, jeśli istotę filisterstwa umieścimy w uczuciu zadowolenia, spokoju, szczęścia bez względu na to, skąd ono płynie. Filisterstwo to wtedy wieczna antyteza spoczynku i wysilonego ruchu, realizacyi i dążenia. — rzeczywistości a ideału. Tylko, że wtedy zaliczyć wypadnie do »filistrów« wielu, wielu takich, którzy dotąd jako antyfilisterski ideał unosili się przed oczami satyryka. Niejeden staro- czy neo-helleńczyk mało się wtedy różnić będzie od zmurszałego galicyjskiego hofrata. Nowaczyński czuje to dobrze; ostrze jego satyry nie należy do żadnej partyjki i koteryi autoadoracyi. Zwłaszcza w stosunku do współczesnych prądów i prądzików, osób i osóbek nie wpada nigdy w młodzieńcze uniesienia; po chwili zachwytu błysk światła oświetla mu przedmiot z drugiej napół karykaturalnej strony i pobudza natychmiast do szyderczych uwag.
Dwa typy organizacyj duchowych pociągają go najwięcej. Spokojna rozlewna jak przyroda, napół klasyczna twórczość Boeklinowska i buntownicze, gwałtownie protestujące dusze Teodora Heinego, Multatulego, Ady Negri; ku pierwszym pociąga go prawo kontrastu, tęsknota za uzupełnieniem własnem, za pierwiastkami jak najbardziej obcymi całej jego istocie; ku drugim podobieństwo, pokrewność temperamentu i usposobienia.
W państwie sztuki Nowaczyński burzy kapliczki, których rozwalone gruzy przydać się kiedyś mogą na budowę; jeżeli wyjdzie na szaniec, temperament owłada nim i widzi wroga w każdym kto się zbliża. Wprowadza koło siebie ferment;