Strona:Piotr Nansen - Próba ogniowa.djvu/17

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

Sługi dziwiły się, że w śródmieściu coś podobnego się dzieje i oskarżały policję o niedbalstwo, mała dziewczynka poczęła głośno płakać, a gdy się po chwili zjawił policjant, z przerażeniem jęczała:
— Mamo, mamo! to okropne!
Wyjaśnień długich nie było, bo chłopak pochwycony został na gorącym uczynku; tylko sklepowa — przystojna, dobrej tuszy niewiasta, oświadczyła, że dla tych kilku bułeczek nie warto robić takiego kramu.
Dama jednak, z płaczącą dziewczynką na ręku, podeszła w tejże chwili do policjanta i gniewnym głosem odezwała się:
— Czuję się w obowiązku oświadczyć panu, jako przedstawicielowi władzy, że chłopak ten nie kradł z głodu. Moja Emmy — tu dziecko poczęło łkać głośno — tu przed chwilą ofiarowała mu piątaka...
Na słowa te chłopiec oniemiał, i nie próbując nawet się tłómaczyć, stał jak wryty; usiłował tylko ugryźć kawałek bułki, której nikt mu dotąd nie odebrał.
W tejże chwili służąca, która dotąd trzymała chłopaka w swej żylastej dłoni, potrząsnęła nim tak silnie, że kajzerka wypadła mu z ręki na podłogę.
Policjant nie robił ceremonji z niezdarzonym chłopakiem, dał mu w kark, chwycił za kołnierz i pokłoniwszy się damom, wyszedł z nim, zapewniając obecnych, że temu szelmie mały wypoczynek w kozie nie zaszkodzi.
Tylko Emmy była niepocieszoną. Nieustannie płakała na myśl o chłopcu złodzieju.
— Mamo, okrutnie się boję, żeby mu policja jakiej krzywdy nie zrobiła.
— Moje dziecko, nie martw się tym złym chło-