Strona:Piotr Nansen - Próba ogniowa.djvu/16

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

— Weź, to twoje — zaszczebiotała z pewnym odcieniem obawy.
Chłopiec, nie przyglądając się nawet monecie, wyrwał ją z taką chciwością, że dziewczynka aż odskoczyła z przestrachu i tuląc się do matki, szepnęła:
— Mamo, ten chłopak jest niegrzeczny; nawet „dziękuję” nie powiedział!
— Mój chłopcze — odezwała się urażona dama pamiętaj w przyszłości zawsze grzecznie podziękować, jeżeli cię kto z litości czem obdarza!...
Po tych słowach zwróciła się do lady sklepowej i obdarowała zasmuconą córeczkę smacznem ciasteczkiem, co małą od razu uspokoiło i pocieszyło w tym pierwszem jej zawodzie.
Nie mogła jednak darować urazy chłopcu i gdy matka zajęta była załatwianiem sprawunków gwiazdkowych, rzucała nieustannie wzrok podejrzliwy na niegrzecznego ulicznika.
Chłopczyna nie pojmował zupełnie urazy, stał na miejscu jak wryty i nie mógł oderwać oczu od koszów z pięknemi wiedeńskiemi bułeczkami. Kurczowo trzymał się krawędzi jednego z koszów, wzrok rzucał niespokojnie na wszystkie strony, jakby się chciał upewnić, czy kto na niego nie zwraca uwagi, poczem gorączkowo ręce zagłębił w pieczywie.
W tejże chwili dziewczynka krzyknęła przerażona:
— Mamo, on kradnie!
Zanim chłopiec zdążył dobiedz do drzwi, chwyciła go za kołnierz jakaś energiczna służąca. Nie mógł się bronić, gdyż ręce miał zapełnione bułeczkami.
W sklepie powstało zamieszanie, damy wystraszone poczęły krzyczeć:
— Złodziej! złodziej! to okropne!