Strona:Pilot św. Teresy.djvu/065

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


floty powietrznej, Bourjade wziął na swój aeroplan naprzód biskupa, potem wikarjusza jeneralnego, wreszcie pewnego misjonarza z Papuazji. Prawdopodobnie chciał im pokazać zalety komunikacji powietrznej, aby ich ewentualnie pozyskać w przyszłości dla swoich planów.
Epilog jego okresu wojennego rozegrał się we Fryburgu, gdzie Bourjade'owi wręczono oficerską rozetę Legji Honorowej. Przypiął mu ją do sutanny francuski attaché wojskowy, przybyły z Berna. Wśród poważnych, posępnych murów seminarjum dziwnie zabrzmiały słowa cytacji:
— Oficer wysokiej wartości; bohaterski, brawurowy pilot-myśliwiec. Wyspecjalizowany w atakowaniu nieprzyjacielskich balonów obserwacyjnych, oddał świetne usługi tak dzięki liczbie swych zwycięstw, jak i wspaniałym przykładem. Czternaście pochwał w rozkazach dziennych armji. Jedna rana.
Samotny głos, recytujący te zdania, wniósł w ciche mury seminarjum więcej wrzawy wojennej, niżby to mogły zrobić kapele wojskowe, grające przed frontem wojsk.
Niedługo świecił nowy krzyż na wytartej sutannie Bourjade'a. Tego samego dnia wieczorem „Pilot św. Teresy” zaniósł go do ojca