Strona:Pilot św. Teresy.djvu/063

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


łączną komendą misjonarza. Spowodu kazania, w którem kaznodzieja mówił o trzech ślubach, Bourjade pisze:
„Przyszedł mi wówczas na myśl motor mego aparatu, tak ciężki, a tak niezbędny i potężny. Tak i moje nowe życie winno stać się idealnym aeroplanem, gdzie motorem trzycylindrowym będą moje śluby a pilotem — Jezus Chrystus. O, mój Jezu, jeśli rozstałem się z niebem ziemi, po którem tak często podróżowałem i w którem tyle razy walczyłem (w tem miejscu litery są rozlane i niewyraźne, prawdopodobnie łza na nie padła), w jakież inne niebo, o wiele czystsze i szersze, każesz mi teraz skierować swój lot. Aby się wzbić w niebo, mam wypróbowany motor — stan zakonny i trzy mocne cylindry, znakomicie mogące służyć mi za oparcie w atmosferze mego życia: w środku posłuszeństwo, po prawej i lewej stronie czystość i ubóstwo. Cudownem paliwem mego motoru jest modlitwa. Za pilota nie chcę mieć nikogo prócz Ciebie, o mój Boże. Pragnę być tak posłusznym najmniejszemu Twemu skinieniu, jak mnie posłusznym był mój płócienny aparat.”
Bourjade umartwia się wciąż. Skazuje się na zupełne ubóstwo. W seminarjum fryburskiem dano mu nową pelerynę. Nie sprawiło