Strona:Pilot św. Teresy.djvu/062

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


przodków i braci. I tu Bourjade słabnie, tu czuje, że jednak coś z tej sławy ziemskiej byłoby mu może drogiem. Miłością własną i próżnością nazywa dumę żołnierza, którym był bez zastrzeżeń, z całem poświęceniem się. Łącząc z ascezą abnegację, chce zaprzeczyć samego siebie.
Z tem będzie walczył do końca życia.
Zdemobilizowany w lipcu 1919 r. Bourjade wyjechał do Fryburga. Już pierwszego wieczora, ukląkłszy przed krucyfiksem o. Garina, zastanawia się nad swym stanem duchowym. Ogarnia go niepokój.
„Minęły dni — pisze — niebezpieczne przez nadmiar bezczynności, wygody i niedbalstwa. Odtąd trzeba kroczyć królewską drogą Krzyża. Albowiem na tym padole niema nic do zrobienia, jeno cierpieć, a cierpieć należy dobrze, bardzo dobrze.
Istnieją różne formy cierpienia. Mojem cierpieniem powinno być umartwianie się. Nie powinienem opuszczać ani jednej sposobności do poświęcenia się i poniesienia ofiary, ofiar wewnętrznych, a przedewszystkiem zewnętrznych, tych, które ranią miłość własną.”
Mimo wszystko pilot w nim wciąż jeszcze żyje, z tą tylko różnicą, że teraz jest pod wy-