Strona:Pilot św. Teresy.djvu/047

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


udało mu się dopaść niemieckiej „kiełbasy”, zapalić ją i strącić na ziemię.
Oto jak opisuje ten swój pierwszy bój napowietrzny:
„Po dwuletnim pobycie w okopach przy baterji wyniosłem z nich tyle przykrych wspomnień, dotyczących tych „kiełbas”, że dzień, kiedy ujrzałem swą pierwszą ofiarę, ogarniętą płomieniami i spadającą na ziemię, był dla mnie nietylko dniem zwycięstwa, ale i dniem rewanżu.
Złakomiwszy się na tego grubego zwierza, w przeciągu kilku dni trzy razy go atakowałem, ale spowodu niedoświadczenia, a także skutkiem tremy — napróżno. Zaczynałem strzelać ze zbyt wielkiej odległości, a mój karabin maszynowy zacinał się. Mimo że to poniekąd ostudziło mój zapał, czekałem tylko sposobności, aby zacząć na nowo. Sposobność nie dała zbyt długo czekać na siebie.
Tego dnia pięć Nieuportów patrolowało na przestrzeni od Muenster do Thann. Pod nami, dość daleko, w odległości jakich dziesięciu kilometrów, wartował wspaniały balon. Byłem na końcu grupy i zacząłem dokładnie obmyślać plan ataku.
Aeroplany nasze „kiełbasę” już minęły. Wolny od niebezpieczeństwa balon-obserwator