Strona:Perełka.djvu/12

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
—   10   —

Płakała i załamywała drobne ręce karlikowa, błagała, żeby jej nie opuszczał, ale wkońcu, widząc, że prześladuje go tu ojciec i Ognik, że często nawet go biją, zezwoliła na wyprawę.
Pozbierała puch z kwiatów, utkała mu czapeczkę i w świat wyprawiła.
Pożegnał się z nim ojciec, a nawet udobruchany jego pokorną miną dał mu swe błogosławieństwo i najlepszą swoją latarkę.
Brat obiecał mu swój ostry nożyk, ale gdy powróci — nie wcześniej...
Pewnej nocy pogodnej, gdy księżyc świecił jasno, a tysiące gwiazd błyszczało na błękicie nieba, karlik poszedł na wschód, ojciec jego bowiem radził mu, aby szedł w tą stronę, gdyż dotrzeć można w ten sposób do morza.
Biegł i biegł bez przerwy, przyglądając się wciąż, czy nie ujrzy gdzie zdala wybrzeży, czy nie zaleci go zdala zapach