Strona:Perełka.djvu/13

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
—   11   —

słony wód i czy człowieka podobnego sobie nie spotka.
Nie widział niczego przed sobą, tylko niezmierzone okiem przestrzenie i koloryt blady nieba i skały twarde i nagie.
Gdy tak wpatrywał się w dal, naraz ujrzał pierwsze zwiastuny blizkiego morza: ptaki białe o niezwykle długich skrzydłach, które szybowały całą siłą w stronę wschodnią, wydając przeraźliwe odgłosy...
Były to mewy, żyjące z połowu ryb, przelatujące nad okrętami, aby pochwycić czasem odpadki mięsa lub ryb leżące na pokładzie.
Długiemi swemi skrzydłami machały tak silnie, że aż powiew ich uczuć się dawał...
Karlik ucieszył się ogromnie, wiedział bowiem z doświadczenia, że mewy przelatują zwykle w miejscach, gdzie niedaleko znajduje się morze.