Strona:Pastorałki i kolędy z melodyjami czyli piosnki wesołe ludu w czasie świąt Bożego Narodzenia po domach śpiewane (Mioduszewski).djvu/106

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Woły moje, woły moje, zamykajcie uszy,
Póki was ten, póki was ten zdrajca nie ogłuszy,
Na Pańskie przestrogi, i zbawienne drogi.

Woły moje, woły moje, dla Boga was proszę,
Niechaj z wami, niechaj z wami szkody nie ponoszę:
Bo jak się uprzecie, marnie poginiecie.

Woły moje, woły moje, rozumne bydełka,
Już odrzućcie, już odrzućcie swej woli skrzydełka:
Stańcie mężnie w kroku, u Pańskiego boku.

Woły moje, woły moje, pójdźcie do stajenki,
Gdzie Pan Jezus, gdzie Pan Jezus spoczywa maleńki:
Nie chodźcie do izby, gdzie światowe cizby.

Woły moje, woły moje, pobieżmy do niego,
Przywiążmy się, przywiążmy się do żłobeczku jego:
Czekajmy na straży na pańskie rozkazy.

Woły moje woły moje z serdecznej ochoty,
Wyskakujmy wyskakujmy do jego roboty:
Nie chodźmy do gnoju, z pańskiego pokoju.

Woły moje, woły moje na Boga żywego,
Poprzysięgam, poprzysięgam nie chodźcie od niego:
Chyba gdzie wam każe i drogę pokaże.

Woły moje, woły moje do zgonu samego,
Trzymajcie się, trzymajcie się Pana tak dobrego;
I na wieki wieczne, służcie mu statecznie.


KOLĘDA 112.


\relative c' {
\clef tenor
\key f \major
\time 3/4
\autoBeamOff

c4 c4. bes8 |
bes8[ a] a2 |
a4 a4. g8 |
g8[ f] f2 \bar ":|:"

c8 f f4 f |
c8 g' g4 g |
\stemUp a4 a g |
g f2 \bar ":|"

}
\addlyrics { \small {
Wraz się ze -- bra -- li cni pa -- stu -- szę -- ta,
Na -- kar -- mi -- wszy, na -- po -- i -- wszy w_do -- mu ja -- gnię -- ta.
} }
\addlyrics { \small {
Pę -- dzą na po -- le swo -- je by -- dlę -- ta,
} }



Wraz się zebrali cni pastuszęta,
Pędzą na pole swoje bydlęta,
Nakarmiwszy, napoiwszy w domu jagnięta.

Dzień cały pasząc popowracali,
Trzody do szopy pozawierali:
Dla barana wiązkę siana, w kącie schowali.

Krowom, cielętom paszy zadano,
By wystarczyło do jutro rano:
Stare woły do stodoły, pozaganiano.

Sami na szopę powyłazili,
By sobie wywczas tam uczynili,
Zasypiając, wydychając w pogodnej chwili.

Bartka na ziemi tak pchły kąsały,
Że mu bynajmniej zasnąć nie dały:
Przykrzy sobie, ciało skrobie przez czas niemały.

Porwie się nagle; wziął gurmaninę,
Stawia do brogu wielką drabinę,
By miał czasu do wywczasu zjedną godzinę.

Wylazłszy na wierzch oczy otworzy,
chociaż go bardzo sen nocny morzy,
Ugląduje, upatruje co się tak sroży.

Przetrze powieki, aż owo wporze
Światło się świeci, blizko przy górze:
Wstawaj Maćku u ty Jacku, wilcy w oborze.

Porwał się Maciek, drabinę minął,
Zleciał na ziemię, nogę wywinął:
Jęcząc wstaje, Bartka łaje, bodajeś zginął.

Jacek usłyszał spadek Macieja,
Nuż łajać Bartka jakby złodzieja:
Skaleczyłeś i zgubiłeś nam dobrodzieja.