Strona:Pamiętniki lekarzy (1939).djvu/82

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Nagle wypadki.

— O jejku, jejku — krzyczy a krzyczy ten mój. Ratujcie, pani likarko — mówiła do mnie jakaś babina, wpadłszy zdenerwowana i wystraszona w czasie rannych godzin ordynacyjnych.
— A gdzie ten wasz leży? — pytam się, myśląc jednocześnie o tym co zabrać ze sobą, aby „jego“ ratować.
— A no na wsi, w Wielkiej Starołęce.
— Konie macie?
— Ady skąd? Teraz przecie żniwa.
Załatwiłam możliwie szybko resztę chorych i pobiegłam prawie pędem do Wielkiej Starołęki.
W łóżku leżał mężczyzna o dość atletycznej budowie. Jęczał strasznie. Tętno przyśpieszone, brzuch twardy jak deska.
Jeszcze szybciej pobiegłam na dworzec do Starołęki telefonować po karetkę. Chory musiał być natychmiast operowany.
Po miesiącu chory przyszedł do mnie osobiście podziękować za ratunek (fakt w warszawskiej ubezpieczeniowej praktyce rzadko spotykany).
Byt to wypadek pęknięcia żołądka. Dzięki mojej „galopadzie“ pacjenta zdążono jeszcze w czas zoperować. Moja wizyta z drogą lć kilometrów pieszo) trwała niecałe 40 minut.
O młode, zdrowe serce początkującego lekarza! Jesteś zdolne do wyczynów sportowych!
Obecnie nie biegłabym kłusem 6-ciu kilometrów, gdyż groziłoby to tym, że do lekarza trzebaby było wzywać pogotowie. A przecież to tak niedawno, zaledwie dziesięć lat temu.


∗             ∗

Piękna rzeka Warta dostarczyła mi dość licznych, a przykrych wstrząsów nerwowych z powodu częstych wypadków utonięć. Trzeba było ratować tych, których zdołano wydobyć na brzeg, a otoczenie nie mogło ich docucić. Przeważnie i mnie się to nie udawało. Wizyty moje miały w tym wypadku raczej charakter ściśle formalny. Trzeba było poprostu wystawiać świadectwa zgonu.
Pamiętam taką malutką chatę rybacką nad samym brzegiem Warty. Na podłodze w mrocznej izbie leżał mężczyzna czarno ubrany, dość otyły, z czarną brodą. Utopił się poprzedniego dnia. Teraz wydobyto zwłoki. Musiałam wypełniać akt zejścia. Było to pierwsze świadectwo zgonu, jakie wystawiałam w moim życiu. Trzeba było wypełnić liczne rubryki na formularzu. Jakże wielka różnica jest robić w towarzystwie kolegów sekcję zwłok w prosektorium, a dokonywać choćby tylko oględzin zmarłego człowieka, którego się mniej więcej znało w normalnych warunkach jego życia. Żona topielca płakała na dworze przed chatką, ja sam na sam