Strona:Pamiętniki lekarzy (1939).djvu/81

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


nie było przechowywane aż do świąt w beczce, z tym większą lubością zarówno chora, jak i jej mąż, spoglądali na swe ulubione „kiszki“. Cóż mogłam poradzić? Wołać policjanta, psuć im humor i zaufanie do siebie?
— A więc, wesołych świąt!


I taka okropność.

Wzywają mnie do Czapur, do kobiety w połogu. Szofer narzeka na trudny dojazd. Po drodze ze wsi Wielka Starołęka do Czapur, jest dość wysoka góra, którą szofer niezbyt lubi, szczególnie gdy jest duże gliniaste błoto. Szosy tam wtedy jeszcze nie było. Jakoś z wielkim bólem, jadąc pierwszym biegiem przez dwa kilometry, dobrnęliśmy wreszcie do wsi. Szofer zatrzymał się koło najbliższej chaty, wyszedł z maszyny i zapytał ludzi stojących obok drogi:
— Gdzie tu mieszka chora X.?
Ludzie patrzą na nas podejrzliwie, choć mnie tu już znają. Mimo to szepcą coś między sobą i miny mają niewyraźne. Wskazano nam w końcu boczną chatkę za wsią. Drewniana, bielona, wokoło błoto, na podwórzu kury i pies. Jak zwykle.
Izdebka, malusieńka i brudna, zajęta była do połowy drewnianym łóżkiem, w którym leżała młoda dziewczyna, najwyżej 16 lat, ledwo rozwinięta. Dnia poprzedniego był poród.
Jakiś stary mężczyzna, z długimi wąsami, niespokojny i podniecony, pokazuje mi chorą, jej popękane czerwone brodawki u piersi. Mężczyzna troszczy się o dziecko i pyta, jak je karmić.
Udzielam informacji i daję lekarstwo. Pytam się, czy była akuszerka, dlaczego nie odwiedza położnicy?
Stary, który był robotnikiem w cegielni i z tej racji jego córka korzystała z mojej porady lekarskiej, nic nie odpowiada. Domyślam się, że dziecko jest nieślubne, że ludzie ci mają jakieś kombinacje i jakieś prawne trudności. Kończę więc czym prędzej swoją wizytę, nie pytam już o nic i wychodzę.
Wokoło auta przed chatą zebrało się jakoś więcej ludzi, niż to zwykle bywa. Coś między sobą szepcą i opowiadają.
Gdy ruszyliśmy, szofer mówi do mnie:
— Ci ludzie to opowiadali mi, że ten stary ma dziecko z własną córką.
W dziesięć lat później rozmawiałam o tych sprawach z jednym z socjologów, który przeprowadzał w terenie badania warunków życia naszych chłopów. Twierdził on, że kazirodztwo nie jest na wsi zjawiskiem bynajmniej tak rzadkim. Są bowiem wsie, gdzie z takich związków rodzi się do 10 procent ogólnej liczby dzieci.
Co to za ludzie rodzą się w nowej Polsce?