Strona:Pamiętniki lekarzy (1939).djvu/422

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


glądu lekarskiego. Byli to, jak wiedzieliśmy w plutonie, właśnie chorzy wenerycznie. Był to element bez skrupułów, moralnie brudny lecz bitny, nie lubiący życia koszarowego a tymbardziej szpitalnego. Pan wachmistrz, były żołnierz armii rosyjskiej, ceni dzielnych wojaków (w ciągu paru tygodni stan liczbowy plutonu stopniał do połowy), a chorobami tego rodzaju nie przejmuje się. Wrzód?... Sam zniknie, byle tylko czysto trzymać i nie pić. Krosty i wysypka?... Znikną same po aspirynie, albo baba da na poty, wysmaruje wiejską maścią i nie będzie śladu.
Byłem przerażony przyszłymi skutkami takich poglądów. Jako prosty żołnierz nie miałem nic do gadania. Rozmyślałem nad fatalnymi skutkami tego posiewu bogini wojny. Zapaskudzone całe połacie kraju. Pozarażani żołnierze przeniosą choroby do cywila i rozsieją wokoło. Ilu ludzi lekceważy sobie te sprawy podobnie jak pan wachmistrz, ilu nie wie, że są chorymi pomimo przeminięcia ostrych objawów? Kto z tych mas będzie miał tyle pieniędzy i chęci wydania na leczenie?
Toć to nieobliczalna w skutkach katastrofa dla całego narodu. Po winno być zorganizowane lecznictwo dla wszystkich, a może raczej przymus.
Pozostawienie tych spraw samym sobie doprowadzi do obrazów z Azji Mniejszej, gdzie wojskowi lekarze niemieccy widzieli całe gminy toczone późnymi zmianami syfilitycznymi w postaci rozpadu ciała, zwyrodnienia i otępienia.
W szereg lat po wojnie, będąc już lekarzem dowiedziałem się przypadkowo, że jeden ze spryciarzy, który uchylił się był od „szwancparady“, został zamknięty w szpitalu Jana Bożego.
Czas daje znać o sobie.


Próchnica i fermentacja.

Zakończenie wojny zrozumiane i potraktowane zostało przez wiele osób jako powrót do błogich, bo minionych czasów i stosunków dziewiętnastego wieku. Wiele osób nie nauczyło się prawie niczego z olbrzymich wydarzeń dziejowych. Stale i ciągle potwierdza się nieśmiertelna prawda, że najtrudniej jest pojąć zjawiska najprostsze. I tu zapewne leży przyczyna, iż za realnie myślących i praktycznie postępujących uważają się właśnie ci, którzy nie mają wyczucia i zrozumienia relité dos chaoses.
Wielka idea sprawiedliwości społecznej — ubezpieczenie na wypadek choroby i niezdolności do pracy, wprowadzana w życie za pomocą Kas Chorych, zakrawała na szyderstwo. W mowie potocznej nazywano instytucję tę po prostu „chorą kasą“. Instytucja, mająca wcielać w życie ideę najbardziej ludzką; nieść pomoc w jakżeż częstych trudnościach, a nawet tragediach codziennych, stała się najbardziej niepopularna, wprost znienawidzona, wyśmiewano ja zwalczano.