Strona:Pamiętniki lekarzy (1939).djvu/234

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


było szczęśliwsze od pierwszego. Dokładnie pamięta me słowa, że mniej byłoby małżeństw nieszczęśliwych, gdyby wstępujący w związki małżeńskie dali się badać u lekarzy, czy stan ich zdrowia zezwala na zawarcie małżeństwa.
Prosi uprzejmie o dodatkowe prześwietlenie płuc swoich i narzeczonego. Pamięta, jak doktór tłumaczył jej ważność prześwietlenia, które wykazuje często nawet drobne zmiany chorobowe, innym sposobem badania nieraz zupełnie nieuchwytne.
Jeśli nie są zdrowi, nie pobiorą się, chyba, że istnieje możliwość pełnego powrotu do zdrowia. Rodzić chore dzieci, przyszłe ofiary gruźlicy, nie ma zamiaru — zakończyła rezolutnie.
Badanie, skrupulatnie przeprowadzone, uzupełnione jeszcze prześwietleniem płuc, nie wykazało żadnej choroby, tak, że i z tej strony nie było żadnej przeszkody do zawarcia małżeństwa. Serdecznie dziękując, odeszli rozpromienieni.
Znów potoczyło się koło czasu.
I oto pewnego poranku wiosennego zjawiła się w poradni dla niemowląt moja blondyna, niosąc tęgiego chłopaczka na ramieniu. Tym razem przybyła, by oddać skarb swój pod moją stałą opiekę, ma do mnie pełne zaufanie, będzie przestrzegać pilnie wszystkich moich wskazówek. Jest pewna, że dziecko będzie się pod moim okiem dobrze chować. Zbadałem chłopaczka, który prócz usterek drobnych żadnych cech chorobowych nie wykazywał. Zaordynowałem mu soki witaminowe, odpowiednio skorygowałem dokarmianie i poleciłem zgłaszać się do poradni w regularnych odstępach czasu dla kontroli.
Podczas badania dziecka, gdy przy obmacywaniu czaszki dotknąłem się palcami ciemiączka, zauważyłem, że kobieta zbladła raptownie, jakby jej cała krew wypłynęła nagle. Pewnie ogarnęło ją instynktowne przerażenie na myśl, że i to jej dziecko mogłoby paść ofiarą tej strasznej, nieuleczalnej choroby, jak troje jej dzieci poprzednich. Pośpieszyłem z wyjaśnieniami i zapewnieniem, że może być całkiem spokojna, żadne niebezpieczeństwo takiego rodzaju więcej dziecku nie grozi, będzie się ono chować zdrowo — a w razie zwykłych niedomagań dziecka niech nie omieszka mnie odwiedzić, dołożę starań, by dziecko uleczyć. Podniesiona na duchu opuściła poradnię ze swym skarbem na ramieniu.
Dziecko rozwijało się dobrze. W czas dostało ząbki, z końcem pierwszego roku zaczęło biegać, przed upływem drugiego roku już mówiło. Rozpromieniona matka nie posiadała się ze szczęścia. Uspokoiła się, stała się pogodna, jakby odmłodniała o wiele lat. Zgroza i gorycz minionych dni poszły jakby w niepamięć. Uśmiech małego aniołka zaczarował cały jej świat.
A przy pożegnaniu, gdy matka dziękowała mi serdecznie za opiekę i zapewniała mnie o swej dozgonnej wdzięczności — byłem prawie wzruszony. Wiedziałem, że nic wielkiego nie zrobiłem — taki zwykły, codzien-