Strona:Pamiętniki lekarzy (1939).djvu/125

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Ale obchód rocznicy powstania Państwa Polskiego w teatrze zbudowanym dla celów hakatystycznych, bardzo mnie wzruszył. Jeszcze gorsza historia wydarzyła mi się, gdy zwiedzałam cmentarz Obrońców Lwowa. Dostałam wtedy ataku spazmów.
Wiedząc o tych swoich nieopanowanych odruchach, staram się nie bywać na zebraniach patriotycznych. Zresztą nikt mnie już o tym, co leży zbyt głęboko we mnie, nie potrzebuje przekonywać. Ale w praktyce lekarskiej zdarza się tak czasami, że trzeba się zetknąć z patriotyzmem na codzień, na który trzeba bezpośrednio reagować.
Co wynikło z tej mojej przeczulicy patriotycznej, opowiem. Jeden z moich chorych, pracownik umysłowy, zgłosił się do mnie ze skargami, że cierpi na bezsenność i na zawroty głowy. Ponieważ choremu poza tym nic nie dolegało, więc poradziłam, aby skierował się z tego rodzaju skargami do neurologa.
— Byłem już wszędzie — odpowiedział chory. — Nie bardzo mi pomagają. Pani będzie łaskawa zapisać mi lekarstwo według swego uznania.
Nie robiłam obliczeń, ale obawiam się, że niestety kombinacje bromu i waleriany stanowią co najmniej 30 procent leków, które zmuszona jestem zapisywać warszawskim ubezpieczonym. Piszę „niestety“, bo wynika to z tego, że tak znaczna ilość chorych zgłasza się do mnie z roztrzęsionymi nerwami, a nie stać ich na samoopanowanie i na zmianę trybu życia (więcej spania, mniej wódki). Mojemu choremu dałam więc jedną z takich mieszanek, wiedząc, że o ile jest naprawdę nerwowy, to lekarstwo to mu pomoże. Rzeczywiście za tydzień przyszedł rozpromieniony.
— Cudownie pani leczy. Czuję się świetnie, ale proszę jeszcze o jakieś lekarstwo na wzmocnienie.
Pacjent był szczupły, blady, więc wcale nie zdziwiłam się tej prośbie i zapisałam odpowiednie leki. Po pewnym czasie ponowne wizyty w moim gabinecie i pełno zachwytów dla „cudownych“ lekarstw. Pacjent oswoił się i zaczął nawet zwierzać się.
— Byłem kontuzjowany na wojnie w bitwie pod Rembertowem w 1920 roku. Od tego czasu cierpię na zawroty głowy tak okropnie, że musiałem zrezygnować z pracy w pewnej instytucji, gdzie bardzo dobrze zarabiałem. Długi czas byłem bezrobotny. Teraz mam nędznie płatną posadę, ale szykuje mt się nowa dobrze płatna, tylko nie wiem, czy podołam.
Zwierzenia te spowodowały naciśnięcie głęboko ukrytej sprężynki patriotycznej w mojej osobowości.
— Pan nie da rady? — mówię — ależ pan jest zupełnie zdrów. Nie trzeba być tylko takim przygnębionym. Przecież badałam pana kilkakrotnie i mogę śmiało powiedzieć, że zdrowie pańskie jest teraz bez zarzutu. Właśnie dla takich jak Pan, Polska powinna stać otworem.
Za parę dni dostałam wezwanie od prokuratora, żeby stawić się w godzinach między 9 a 10-tą. Cel wezwania nie podany.