Strona:Pamiętniki lekarzy (1939).djvu/126

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Godzina między 9 a 10-tą jest właśnie godziną moich przyjęć, więc telefonuję do Prokuratury, aby uwzględniając to, przełożono „inkwizycję“ na inną godzinę. Przychylono się uprzejmie do mojej prośby. Poszłam więc, szczerze zaniepokojona, do gmachu przy ul. Miodowej. Prokurator, zapewne jak każdy prokurator, spojrzał na mnie, jak na zbrodniarza i zapytał:
— Co pani wie o panu Iksińskim?
— Nie znam takiego pana — odpowiedziałam.
— Ależ on podaje, że się stale u pani leczy.
— Możliwe, ale nie pamiętam.
Istotnie nazwisko chorego, podane w sposób tak niespodziewany, wypadło mi z pamięci. Zresztą cierpię na zupełną amnezję, jeśli idzie o nazwiska moich pacjentów.
— Panie prokuratorze — mówię — muszę sprawdzić w domu to nazwisko. O ile się taki pacjent leczy, to mam na pewno zapisane w kartotece. Z góry jednak zastrzegam, że obowiązuje mnie tajemnica lekarska i wątpię, czy bez porozumienia się z chorym, będę mogła cokolwiek panu powiedzieć.
Gdy wyszłam z Prokuratury „oświeciło“ mnie nagle, że to właśnie ten mój patriota kontuzjowany na wojnie tak się nazywa. Gdy po raz drugi przyszłam do prokuratora, wiedziałam więc już doskonale o kogo chodzi, choć chory w międzyczasie się nie zgłosił.
— Pan Iksiński popełnił większe oszustwo loteryjne — objaśnił mnie prokurator. — Jest to fakt dowiedziony, wyrok na niego zapadł już w trzech instancjach. Obecnie chce on przeprowadzić dowód, że w chwili oszustwa był niepoczytalny.
— Kiedyż on to popełnił? — pytam.
— Przed trzema laty.
— Ależ ja znam chorego dopiero od pół roku i nie jestem psychiatrą. Nic więc nie mogę na ten temat panu prokuratorowi odpowiedzieć.
Wzburzona opuściłam gabinet prokuratora. Tyle czasu zmarnowanego i po co?
W tydzień potem zjawił się u mnie chory „niepodległościowiec“. Milczę czekając, co teraz powie.
— Ach, przepraszam, że panią tak ciągle trudzę. Pani jest tak wyrozumiała dla swoich pacjentów, a ja ciągle nieustannie panią fatyguję. Tak chciałbym pani się czymś odwdzięczyć. Nie. Ja nie mogę dłużej już trudzić pani na koszt Ubezpieczalni. Ja będę płacić za porady — rozpoczął z patosem.
— Zbytecznie — odpowiadam — pan się tak wysila. U prokuratora już byłam. Mam nadzieję, że więcej w pańskiej sprawie zeznawać nie będę. Narazie ja także nie chcę pana trudzić swoim leczeniem.