Strona:Pamiętnik Adama w raju.djvu/67

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


tablicy Mojżeszowej dziesięciorga przykazań. Mysi pomiot pomógł nieco, owszem zrobiło mu się lepiej, ale nie na długo, również lepiej zrobiło się od nalewki na skorpionie i kamyczka, cóż kiedy zawsze po krótkotrwałej przerwie bl wracał z nową siłą. Podczas krótkiej chwili odpoczynku Ben Towit pocieszał się myślą o osiołku; marzył o nim, a kiedy robiło mu się gorzej, jęczał, złościł się na żonę, grożąc że pogruchocze sobie głowę o mur, jeśli ból nie ustanie. I wciąż chodził z kąta w kąt po płaskim kachu swego domu, żenując się podchodzić blisko do krawędzi, ponieważ całą głowę miał obwiązaną chustą, jak jaka kobieta... Kilkakrotnie przybiegały doń dzieci, opowiadając mu coś prędkimi, zdyszanymi głosami o Jezusie z Nazaretu. Ben Towit zatrzymywał się wtedy, przez chwilę słuchał ich, zmarszczywszy twarz, ale potem tupał gniewnie nogą i przepędzał je: był — jako się rzekło — człowiekiem dobrym, łagodnym, lubiącym dzieci, ale teraz złościł się, że zawracają mu głowę jakiemiś głupstwami...
Było mu również nieprzyjemnem i to, że na ulicy i na sąsiednich dachach zebrało się mnóstwo ludzi, którzy nic nie robią, tylko gapią się na Ben Towita, obwiązanego chustkami, jak jaka kobieta. I już, już zamierzał zejść na dół, gdy naraz żona rzekła:
— Spójrz! oto prowadzą zbójców. Może cię to rozerwie,..
— Daj mi spokój, moja droga. Czyż nie wi-

63