Strona:Pamiętnik Adama w raju.djvu/60

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Po trzech dniach przekonałem się, że i ta polica, i całe moje życie — są tylko marnym ziarnkiem piasku w porównaniu z tym oceanem miłości i pieczołowitości, po którym teraz zacząłem pływać!
Przedtem postępowanie żony ze mną oraz jej troska o me przyjemności sięgały mi do pasa, następnie podniosły się jeszcze wyżej, sięgając mi do piersi, — teraz zaś był to jeden huczący ocean dobroci, niekiedy rozszalały, a niekiedy zalewający mnie swemi ciepłemi falami... Była to jakaś bachanalja troskliwości, jakiś burzliwy, potężny wybuch nerwowego dążenia do upiększenia mi życia, do uczynienia go jednem nieprzerwanem światem...
— Radości moja! — mówiła łagodnie, patrząc mi w oczy. — Mów mi, czego pragniesz? Mów... Chcesz może wina?
— Wszakże piłem już dzisiaj, — odparłem chwiejnym głosem.
— Tak mało piłeś... Cóż znaczy jakieś tam półtorej flaszki? Jeśii tylko masz chęć — to nie powinieneś sobie odmawiać... Ale, ale, byłabym na śmierć zapomniała! — przecieżem ja przygotowała niespodziankę dla ciebie: kupiłam ci paczkę cygar — mocnych, najmocniejszych!..


∗             ∗

Teraz czuję się jak w raju.
Objadam się ciężkiem ciastem, godzinami przesiaduję przy otwartych oknach, gdzie muska mnie wietrzyk łagodny, Moje najmniejsze życzenie czy

56