Strona:Pamiętnik Adama w raju.djvu/55

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


„czemu, o czemu nie nauczyłem się tego przedtem!?!“ Oto dlaczego pragnę, abyś teraz sam to zrobił!
Zalany łzami, padłem przed żoną na kolana.
— O, jakaś ty dobra! Ty nawet spoglądasz poza granice tego niesłychanego wypadku — kiedy opuścisz ten świat! Jakże wywdzięczę ci się za tyle miłości i pieczołowitości?!
Żona westchnęła, poczem znowu zabrała się do książki, ja zaś usiadłem w kąciku, a wydostawszy igłę, począłem w skupieniu ducha zeszywać ową pętlicę. Na wieczór wszystko było skończone.
Nie zapomnę i drugiego wypadku, który z jeszcze większą dobitnością charakteryzuje tę łagodną, kochającą, nieomal do śmieszności troskliwą o mnie istotę.
Otrzymałem właśnie od jednego z moich przyjaciół prezent na imieniny: szpilkę brylantową do krawata.
Kiedy pokazałem szpilkę tę żonie, ta ze strachem wyrwała mi ją z rąk, wołajac:
— Nie! Ty nie będziesz jej nosić, w żadnym razie nie będziesz!..
Zbladłem.
— Jezu! Co się stało?! Dlaczego nie będę jej nosić?
— Nie! Nie! W żadnym razie! Bo przez nią twemu życiu groziłoby wielkie niebezpieczeństwo! Ta szpilka na twojej piersi — o, to zbyt wielka przynęta dla bandytów ulicznych!

51