Strona:Pamiętnik Adama w raju.djvu/49

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


ko przypomnieć się, — myślała — a zaraz mnie pozna... Cóż, kiedy ta pokojówka... i czemu ona tu sterczy?..
Naraz Finkel zasapał jak parowóz, wprost jej w usta i rzekł:
— Nie radzę go pani plombować... Z tego zęba nie będzie żadnej korzyści... to pewne!
Podłubawszy jeszcze trochę w zębie, i powalawszy Wandzie usta i dziąsła swemi zatabaczonemi palcami, Finkel znowu powstrzymał oddech i wlazł je] do ust z czemś chłodnem.
Wanda poczuła nagle straszny ból, krzyknęła i porwała dentystę za rękę.
— No, nic, nic... — mruczał tenże. Niech pani się nie boi... Z tego zęba i tak nicby nie było! Trzeba być mężną...
I zatabaczone, zakrwawione palce ukazały jej oczom wyrwany ząb, gdy tymczasem pokojówka podeszła i podała do jej ust kubeczek z wodą.
— W domu niech pani płucze ząb zimną wodą, — rzekł Finkel — zaraz krwotok ustanie.
Stanął przed nią, przybrawszy pozę człowieka, który niecierpliwie czeka, kiedy go gość opuści i zostawi samego.
— Do wodzenia, — odezwała się pacjentka, kierując się ku drzwiom.
— Hm... a któż mi zapłaci za fatygę? — spytał pełnym śmiechu głosem pan Finkel.
— Ach, prawda!.. — przypomniała sobie Wanda, zarumieniła się, i podała wychrzcie ostatniego rubla. otrzymanego w lombardzie za pierścionek.

45