Strona:Pamiętnik Adama w raju.djvu/18

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


temi dołami, któremi patrzy na świat, głaska rybę po grzbiecie, wydaje ustami jakieś głosy, by ją uspokoić, i tysiącznemi sposobami wyraża swe przejęcie się i troskliwość. Nigdy nie widziałem, aby postępowała w ten sposób z jaką inną rybą, i to mnie wielce dziwi. Dawniej, zanim utraciliśmy swe włości, Ewa przynosiła z sobą małe tygrysiątka i bawiła się z niemi, ale wtedy była to poprostu gra. Nigdy nie troszczyła się tak o nie, gdy dochodziło do jakichś zatargów przy obiedzie.
Niedziela. — Ewa nie pracuje w niedzielę, jeno leży zmęczona tygodniową pracą i troskami, przyczem lubi, aby podczas tego owa ryba przewracała się koło niej. Aby ją zabawić, wydaje dziwne głosy, udaje, że żuje jej łapę, a ryba śmieje się od tego. Nigdy jeszcze nie widziałem ryby, która potrafiłaby się śmiać. To wtrąca mnie w stan zwątpienia... Ja również polubiłem niedziele. Przez Cały tydzień pracować — to może każdego zmęczyć. Powinno być więcej tych niedziel! Dawniej były one bardzo nudne, ale teraz to przydałoby się ich więcej.
Środa. — Nie jest to ryba. Ale w żaden sposób nie mogę dojść, co to takiego? Wydaje ono djablo komiczne głosy, gdy jest zadowolone, a gdy jest niezadowolone, to mówi „hu-hu”; nie jest ono z naszego rodzaju, ponieważ nie potrafi chodzić; nie jest ptakiem, ponieważ nie fruwa, nie jest żabą, ponieważ nie skacze i nie jest wężem, gdyż nie pełza. Jestem prawie że przekonany, że to nie

14