Strona:Pamiętnik Adama w raju.djvu/11

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Życie moje nie jest teraz tak szczęśliwe, jak przedtem...
Czwartek. — Nowe stworzenie je zbyt wiele owoców. Wskutek tego wkrótce, być może, zbraknie nam zapasów. „Nam“ — jest to jego słowo, ale stało się ono już mojem, tak często je słyszę! Dziś rano mamy niezłą mgłę. Nie wychodzę na dwór na taką pogodę, ale nowe stworzenie wychodzi. Wychodzi ono w każdą pogodę, poczem włazi mi z brudnemi nogami prosto do szałasu i gada bez końca! O, przedtem było mi o wiele lepiej i spokojniej.
Niedziela. — No, nareszcie minęło! Dzień ten staje się coraz bardziej i bardziej przykrym. Przeszłego października dzień ten wyłączono, wybierając go na odpoczynek. I bez tego miałem przedtem aż sześć takich dni w tygodniu. Teraz znów jakieś nowe niezrozumiałe rozporządzenie... Wydaje mi się, że mamy tu za wiele przepisów, za wiele dekretów, ograniczeń, a zbyt mało wolności do przejawiania swej indywidualności. (Uwaga: tego rodzaju myśli najlepiej zachować przy sobie).
Dziś rano zastałem nowe stworzenie koło drzewa zakazanego: usiłowało ono obijać z niego jabłka, Ale nie udało mu się obić ani jednego — nie umie ono, jak należy, rzucać kijem. Sądzę, że jabłka zostaną na drzewie.
Poniedziałek: — Nowe stworzenie powiada, że ma na imię Ewa. Niech tam, — nie sprzeciwiam się. Powiada, że tak powinienem je wołać, jeśli

7