Strona:PL Zola - Nantas.djvu/32

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Skoro tylko pani powróci, oświadcz pani, że pragnę z nią pomówić.
Książę, zdziwiony przerwą, zbliżył się do okna i począł wyglądać na dziedziniec. Tymczasem Nantas wrócił, tłómacząc się ponownie. Utracił już jednak swoją niedawną zimną krew i plątał się ku zdziwieniu gościa w niezręcznych wyrażeniach.
— A no, popsułem całą sprawę — wyrwał się głośno sam do siebie po wyjściu prezydenta. — Otóż i po ministeryalnej tece.
Niemoc go ogarnęła — położył jej jednak koniec wybuch gniewu. Tymczasem wprowadzano osobę za osobą. Pewien inżynier, przybywający z raportem o olbrzymich zyskach z eksploatacyi kopalń. Jakiś dyplomata, pragnący omówić sprawę pożyczki, którą jedno z mocarstw pragnęło zaciągnąć w Paryżu. Wybitne figury, dygnitarze, defilowali przed biurkiem Nantasa, zdając mu sprawę z dwudziestu rozmaitych interesów wielkiej wagi. Nakoniec odebrał wizytę znacznej liczby kolegów z izby, którzy unosili się w jednogłośnych zachwytach nad jego wczorajszem przemówieniem. On zaś, wyciągnięty w fotelu, przyjmował te kadzidła bez uśmiechu. Dźwięk złota nie przestawał dolatywać z sąsiednich biur, zdawało się nawet w tym huku, przypominającym kuźnię, jak gdyby to tu kuto to złoto, które padało na stoły z brzękiem. Jednem pociągnięciem pióra wyprawiał w świat depesze, zdolne rozjaśnić lub zaciemnić chmurami europej-