Strona:PL Zola - Nantas.djvu/31

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Książę — rzekł — proszę mi wybaczyć. Nie wiedziałem, że pan czeka... Doprawdy jestem cały pod wrażeniem zaszczytu, jaki mi pan czyni...
Chwilę wymieniali grzeczności w nader kordyalnym tonie. Następnie prezydent, nie mówiąc jeszcze nic stanowczego, dał do zrozumienia, że przybył na zlecenie cesarza, aby go wysondować: czy zechciałby przyjąć tekę ministra finansów i z jakim programem?... Nantas, z przepysznie zimną krwią, odpowiedział na to przedstawieniem swoich warunków. Z pod niewzruszonej maski oblicza przebił się jednak dreszcz tryumfu. Dosięgnął więc narereszcie najwyższego szczebla, znajdował się u szczytu! Krok jeszcze — i wszystkie głowy znajdą się poniżej niego. W chwili gdy prezydent oświadczył na zakończenie wizyty, iż uda się niezwłocznie do cesarza, aby mu zakomunikować program, małe drzwiczki apartamentu otwarły się i weszła pokojówka pani domu.
Nantas zbladł i nie dokończył rozpoczętego frazesu. Szepnąwszy:
— Wybacz pan, książę... — pobiegł do pokojówki.
Począł ją cicho rozpytywać. Więc pani wybrała się wcześnie?... Nie powiedziała, dokąd idzie?... Kiedy ma wrócić?... Pokojówka dawała ogólnikowe odpowiedzi, jak dziewczyna sprytna, która się nie chce uwikłać. Czując całą naiwność tego śledztwa, zakończył naturalnym tonem: