Strona:PL Zola - Kartka miłości.djvu/62

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


doświadczała kolejno uniesień nadziel lub rozpaczy, jakby na pełnym morzu; zdawało jej się nawet, że uczuwa na twarzy jego powiew silny i gorzki zapach; nieprzerwany huk miasta sprawiał złudzenie podnoszących się bałwanów, bijących o skały wybrzeża.
Książka wymknęła się z rąk Heleny. Marzyła. Przerywała czytanie, bo czuła potrzebę zatrzymania się, potrzebę zrozumienia i oczekiwania. Czuła przyjemność w tem, że nie zaraz zaspokoi ciekawość swą. Opowiadanie wzruszało ją, a to wzruszenie ją przygniatało. Paryż, właśnie tego poranku, okazywał radość i jakiś nieokreślony niepokój, który we własnym czuła sercu. Urok to był wielki, nie wiedzieć, na wpół odgadywać, dać się powoli wtajemniczać, a zarazem mieć to niewyraźne uczucie, że pierwsza młodość uraża.
Jakże te romanse kłamały! Miała słuszność, że ich nie czytała. Dobre to były bajeczki dla pustych głów, nie mających pojęcia o rzeczywistem życiu. A jednak czuła się porwaną opowiadaniem; nieprzezwyciężoną siłą myśl jej zwracała się ciągle do rycerza Iwanhoe, którego tak namiętnie kochały dwie kobiety: Rebeka, piękna żydówka, i szlachetna lady, Rowena. Zdawało się jej, że ona także kochałaby z dumą i cierpliwym spokojem tej ostatniej. Kochać, kochać! i wyraz ten, którego nie wymawiała, a który sam drgał w niej, zadziwiał ją i wywoływał uśmiech na usta. Wysoko białe płatki obłoczków, unoszone wiatrem, pływały ponad Paryżem, jakby stado łabędzi. Ogromne przestrzenie mgły przesuwały się z miejsca na miejsce; na chwilę ukazał się lewy brzeg, drżący i przysłonięty, jak gdyby zaczarowane miasto, ujrzane we śnie; ale masa pary zwaliła się nań, i miasto zalane zniknęło. Teraz mgła rozciągnęła się nad wszystkiemi stronami miasta i zaokrągliła w piękne jeziora o wodach białych i gładkich. Gęsta tylko smuga, tworząca linję krzywą, szarą, wskazywała bieg Sekwany. Po tych Wodach białych, tak spokojnych, przesuwały się cienie, jak