Strona:PL Zola - Kartka miłości.djvu/223

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Przeszkadzam państwu kłaść się — wyjąkała Helena, nagłe, powstając. — Wyprawcież mię.
Mocno była czerwona, krew zalewała ją. Przeprowadzili ją do przedpokoju. Ale że tam było zimno, doktór zaniepokoił się o żonę, której stanik mocno był wycięty.
— Wróć do pokoju... Nadtoś zgrzana.
— A więc do widzenia — rzekła Julia, całując Helenę, jak się to jej nieraz przytrafiało w chwilach czułego usposobienia. Odwiedzaj mię częściej.
Henryk trzymał futro Heleny, chcąc dopomóc jej. Kiedy wsunęła już obie swe ręce, on podniósł kołnierz, ubierając ją z uśmiechem przed wielkiem lustrem, wiszącem na ścianie przedpokoju. Byli sami, widzieli się w lustrze. Nagle, nieodwracając się i tak jak była otulona futrem, przechyliła mu się w ramiona. Od trzech miesięcy spotykali się tylko przyjaznem ściśnieniem ręki, chcieli nie kochać się już. Doktór przestał uśmiechać się, twarz jego zmieniła się, płonąc cała. Ścisnął ją gwałtownie i ucałował w szyję. Odrzuciła w tył głowę, oddając pocałunek