Strona:PL Zola - Jak ludzie umierają.djvu/9

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Chce jej oszczędzić gadaniny ludzkiej. Hrabina, podzielając z swej strony to zdanie, pozostaje w pokoju męża. Lekarze nie opuszczają już ani na chwilę dogorywającego. Lokaje pełnią służbę z tą samą zawsze milczącą akuratnością. Posłano po dzieci, Rogera i Blankę, którzy zajęli miejsca w pobliżu łóżka, obok matki. Reszta rodziny znajduje się w sąsiednim pokoju. W ten sposób na poważnem oczekiwaniu mija noc. Rano zjawia się ksiądz z ostatnimi sakramentami, które hrabia przyjmuje w obliczu wszystkich, by po raz ostatni w życiu ukorzyć się przed religią. Po skończonej ceremonii gotów jest na śmierć.
Nie spieszno mu jednak, zdaje się dość jeszcze mieć sił, aby umierać cicho, bez śmiertelnych konwulsji. Tylko jego oddech rozbrzmiewa w przestronnej komnacie słabym szmerem popsutego zegarka. Znać, że to śmierć człowieka dobrze wychowanego. Ucałowawszy wreszcie żonę i dzieci, oddala ich od siebie łagodnym giestem, odwraca twarz ku ścianie i umiera — samotny.
Wówczas jeden z lekarzy, nachyliwszy się, zamyka zmarłemu powieki i rzecze:
— Nie żyje.
Wśród panującej ciszy dają się nagle słyszeć westchnienia i płacz. Hr. Matylda, Roger i Blanka uklękli. Płaczą, zasłoniwszy rękoma twarze. Wreszcie syn i córka uprowadzają matkę, której postać zachwiała się w progu na dowód rozpaczy,