Strona:PL Zola - Doktór Pascal.djvu/193

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

Dzieło jego całe, tak matematycznie zbudowane, skąpane było w tej braterskiej boleści, aż do najbardziej krwawych ironij. Przecież on nawet o zwierzętach mówił, stawiając się na stanowisku brata starszego tych wszystkich nędznych istot żyjących, które cierpią!.. Cierpienie go do rozpaczy doprowadza, gniew miał tylko dla niedościgłości marzenia swego, stał się brutalnym tylko w nienawiści swej dla tego wszystkiego, co jest fałszywe i co jest przechodnie, marząc o pracy nie dla społeczeństwa ukształtowanego wedle danej chwili, ale dla ludzkości całej, we wszystkich najpoważniejszych godzinach jej historyi. Jest to może nawet bunt przeciw banalności zwyczajnej, codziennej, który go skłonił do takich zuchwałych porywów, do rzucania się w takie teorye i takie zastosowania. I dzieło jego przeto jest dziełem ludzkiem, dziełem, powstałem z nadmiaru jęków boleści istot i rzeczy!
Zresztą czyż to nie jest życie?.. Niema złego takiego, któreby było złem absolutnem.
Nigdy człowiek nie jest złym dla świata całego, dla wszystkich, lecz zawsze daje szczęście komuś pojedyńczemu, tak, że każdy, który nie stawia się na wyłącznym punkcie widzenia rzeczy, musi w rezultacie zdać sobie sprawę z pożyteczności każdej istoty. Ci, którzy wierzą w Boga jedynego, muszą powiedzieć sobie, że jeżeli Bóg ich nie razi piorunem złych, to dlatego, że widzi on postęp całości dzieła swego i nie może wchodzić w szczegóły. Praca, która się kończy, zaczyna się na nowo; suma żyjących pomimo wszystko przejęta jest odwagą i pracowitością i miłość życia porywa wszystko.