Strona:PL Zola - Doktór Pascal.djvu/194

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

Ta olbrzymia praca ludzi, ten upór do życia jest ich tłomaczeniem, ich odkupieniem. Wtedy z bardzo wysoka widzi się tylko tę walkę bezustanną, te zapasy herkulesowe i wiele dobrego, pomimo to, że wiele złego w nich się wije. Wchodzi się w wyrozumiałość powszechną — przebacza się i ze wszystkich namiętnych sądów i porywów pozostaje tylko bezgraniczne współczucie i gorące miłosierdzie. Ten jest z pewnością port bezpieczny, jaki czeka wszystkich, którzy utracili wiarę w dogmaty, którzy chcieliby zrozumieć, dlaczego żyją wśród pozornej nikczemności tego świata. Trzeba żyć dla pracy i dla owocu życia, dla tej cegiełki, którą każdy przynosi do tej budowy tajemniczej, odległej i niezbadani; a jedyny spokój możliwy na tym świecie jest w radości tego, że się wysiłku tego dokonało.
Jeszcze jedna upłynęła godzina, noc cała upłynęła na tej strasznej lekcyi życia i ani Pascal, ani Klotylda nie mieli pojęcia o miejscu, w jakiem się znajdują, ani o czasie, który ucieka. I on zmęczony od kilku tygodni, nurtowany w całej istocie swojej egzystencyą, z podejrzeń i bólów serdecznych złożoną, wstrząśnięty został cały dreszczem nerwowym, jakby w nagłem przebudzeniu.
— No, teraz mów... wiesz wszystko!., czujesz że się teraz na sercu dość silną, zahartowaną w prawdzie, czujesz w sobie skarby przeznaczenia i nadziei?... Powiedz... czy jesteś ze mną, czy przeciwko mnie?..
Lecz pod strasznym ciosem moralnym, jakiego doznała, ona sama drżała cała, nie mogąc odzyskać panowania nad sobą. Było to w niej coś takiego jak gdyby