Strona:PL Zieliński Gustaw - Manuela. Opowiadanie starego weterana z kampanii napoleońskiej w Hiszpanii.pdf/83

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


knach świeciło się, a dokoła ruch i gwar panował, gdyż ciągle to jedni wchodzili, to drudzy wychodzili. Dowiedzieliśmy się od konwojujących, że tu się zbiera guerilla, która ma wyruszyć na nieprzyjaciela. Wprowadzono nas do izby.
W izbie stół stał na środku, a na ławach w różnych pozach siedziało kilkunastu powstańców. Atmosfera izby napełniona była dymem tytuniu. Kilku drzemało. Inni rozmawiali i winem się raczyli. Zdaje się, na jadle i napoju im nie zbywało. Świeca jedna łojowa, stojąca na stole, oświecała słabo całą tę grupę i obszerną dosyć izbę. Siedzący na końcu stołu, o rysach twarzy grubych, odpychających i nikczemnych napiętnowanych wyrazem, opowiadał najbliżej koło niego zebranym jakieś interesujące zdarzenie, którego wszyscy z, wielką uwagą słuchali.
Ci, co nas przyprowadzili, zwrócili się do owego narratora, widocznie starszego, przedstawiając nas aresztownych.
— Co wy za jedni? — zapytał ochrypłym głosem.
Diego, stosownie do naszej umowy, odpowiedział za mnie i za siebie.
— A cóż to, twój towarzysz jest niemy, że nie odpowiada?
— Nie, ale jest ciężko ranny i mówić nie może — odparł Diego.
— A macie paszporty?
Diego wydobył z zanadarza paszport i podał pytającemu. Ów starszy rozpatrywał go dosyć długo, przybliżywszy do świecy, ale widać nie biegły był w piśmie; chcąc jednak okazać swoją ważność, zapytał:
— To jeden paszport, a gdzie jest drugi?