Strona:PL Zieliński Gustaw - Manuela. Opowiadanie starego weterana z kampanii napoleońskiej w Hiszpanii.pdf/84

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Diego objaśnił, że w tym paszporcie obydwaj jesteśmy pomieszczeni.
— A dokąd wy idziecie? — Do Cuenzy.
— A toście się wybrali! W Cuenzy jest więcej Francuzów, aniżeli mieszkańców.
— Nie wiedzieliśmy o tem — rzekł Diego.
— To cóż myślicie teraz przedsięwziąć?
— Jeśli wasza wysokość pozwoli, to powrócimy do domu.
— Nie można! Za chwilę przybędzie tu naczelnik oddziału, to niech on co do was postanowi; ale — zwracając się do Diega — wątpię — rzekł — czy on ciebie puści. Taki chłop tęgi i silny, to właśnie dla naszego oddziału doskonały nabytek.
— Dlaczegóż nie! — odparł Diego. — Niech tylko odprowadzę mego towarzysza, którego bez opieki pozostawić nie mogę, to sam pośpieszę, aby się z wami połączyć.
— To już nie moja głowa, — rzekł starszy i wskazał nam wolną ławę pod ścianą, jakby dając do zrozumienia, że możemy spocząć. Paszport jednak przy sobie zatrzymał.
Wkrótce zrobiło się gwarno około wenty; znać było, że oddział nadciągnął. Niebawem wszedł do izby naczelnik ze swoim adjutantem czy też sekretarzem, a za nim wtłoczyła się cała gromada, powstańców, tak, że izba niemal się szczelnie zapełniła. Spojrzawszy na te figury, struchlałem, poznawszy w adjutancie naczelnika owego mnicha, z którym byłem kiedyś pod Saragossą aresztowany. Chociaż teraz miał ubiór wieśniaczy, nawet bardzo staranny, rysy twarzy i ten wzrok, z którego zdawało się, że miota, błyskawice, pozostały nie zmienione