Strona:PL Zieliński Gustaw - Manuela. Opowiadanie starego weterana z kampanii napoleońskiej w Hiszpanii.pdf/82

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


a jeżeli czasem trafiła się jaka ludzka postać, to, pozdrowiwszy się tylko wzajemnie, każdy szedł dalej w swoją drogę.
Z piątego noclegu wyruszyliśmy dosyć wcześnie, a jak mnie Diego zapewniał, miał to być już nasz, etap ostatni, gdyż wchodziliśmy w granice zajęte posterunkami francuskimi. Szliśmy może godzinę krajem płaskim. Noc była więcej ciemna, niż poprzedzające, gdyż niebo chmurami było obłożone. Przed nami wznosiły się góry, a właściwie płaskowzgórza, bo one stanowią cały środek Hiszpanii. Widzi się góry, nieraz znacznej wysokości, poszczerbione wąwozami i dolinami, wchodzi się na nie i przed okiem narazi rozwija się płaszczyzna. Otóż dochodziliśmy właśnie do takiego gór łańcucha, gdy, wszedłszy na szerszą drogę, aby znów gdzie dalej rzucić się na bok, obskoczeni zostaliśmy przez kilku zbrojnych ludzi, którzy nas zapytali o hasło.
— Jesteśmy podróżni — odpowiedział Diego.
— Nie znacie hasła — rzekł jeden, który wyglądał na starszego — muszę więc Was aresztować; odprowadzeni zostaniecie do głównej kwatery.
Diego zaczął się sprzeczać z nimi, uniewinniać, ale mu odpowiedziano, że taki jest rozkaz; jak się wytłómaczymy przed dowódcą, to będziemy puszczeni, a tymczasem musimy iść, dokąd nam każą. Nie było co robić: trzeba się było poddać sile przemagającej.

Ów starszy, oddzieliwszy trzech ludzi do komendy, poprowadził nas pod tą eskortą. Uszliśmy może z paręset kroków, gdy nam się ukazał dom obszerny u stóp góry położonej. Była to venta,[1] przy drodze stojąca. W o-

  1. Karczma.