Strona:PL Zieliński Gustaw - Manuela. Opowiadanie starego weterana z kampanii napoleońskiej w Hiszpanii.pdf/81

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Nie wiem, senior. Kto nie idzie prostą drogą, a tylko bocznymi manowcami, kto musi się kierować w tę lub ową stronę, oglądając się wciąż, czy gdzie zasadzki niema, ten nie może powiedzieć naprzód, dokąd zajdzie i kiedy zajdzie. Wygodniej byłoby nam jechać na mułach; po tych jednak ścieżkach, któremi was poprowadzę, muł nie pójdzie; drogą zaś jechać niepodobna, gdyż na wszystkie strony kręcą się guerille[1], a spotkanie z nimi to rzecz niebezpieczna.
— A za jakie trzy dni będziemy się mogli dostać na miejsce bezpieczne?
— Ja też tak z początku sobie obrachowałem, ale, widząc wasz chód powolny, caballero, nie wiem, czy i dwa razy tyle czasu na podróż nam wystarczy. Muszę teraz cały plan pierwotny zmienić. Wy potrzebujecie wygody, wypoczynku, a nie radbym, żebyście kiedy o mnie powiedzieli, że nie miałem dosyć o was starania.
Me mogłem się dobrze przypatrzyć rysom mego przewodnika, bo było ciemno, widziałem, tylko, że chłop, tęgi i barczysty, że w potrzebie mógłby nawet wziąć mnie na plecy i ze mną umykać.
Diego, jak się z dalszej dowiedziałem rozmowy, był Getanos[2], którego głównem, niemal jedynem rzemiosłem była kontrabanda.

Przez pięć dni następnych odbywaliśmy podróż, wypoczywając co jakiś czas w kryjówkach leśnych, lub pod dachem bezpiecznych domów. Wychodziliśmy, kiedy się już noc robiła, idąc po największej części krajem górzystym, ścieżkami tylko kontrabandzistom i bandytom znanemi. Nie spotykaliśmy po drodze prawie nikogo,

  1. Bandy powstańców.
  2. Cygan.