Strona:PL Zieliński Gustaw - Manuela. Opowiadanie starego weterana z kampanii napoleońskiej w Hiszpanii.pdf/80

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


IV.

Zaledwie uszedłem paręset kroków, ujrzałem w zmroku siedzącego przy drodze człowieka, który za zbliżeniem się mojem powstał i podszedł ku mnie.
— A donde va este camino?[1] — zapytałem.
— Alla feliz viage[2] — była odpowiedź.
— Donde estad?[3]
— Jo soy Diego arriero, senator de usted.[4].
Był to więc mój przewodnik, który, aby mi ulżyć, wziął na swoje plecy moją mantę.
Okolica była górzysta, gęsto zaroślami pokryta, noc wprawdzie niezupełnie ciemna, ale w pewnem oddaleniu z trudnością ledwie można było rozeznawać przedmioty. Szliśmy dosyć szybko w kierunku zachodnim, ku jaśniejącem tle nieba wzgórza się tylko przed nami w różnych czarnych konturach rysowały.
Gdyśmy uszli tak w milczeniu z ćwierć mili, mój przewodnik dał mi znak, aby iść tuż za nim. Zeszliśmy z drogi na wazką ścieżkę pomiędzy zarośla, wśród których idąc czas pewien, to spuszczając się na dół, to znowu pnąc do góry, zatrzymaliśmy się na pewnej wyniosłości. Przewodnik mnie spytał:
— Senior caballero, czy nie jesteś zmęczony?
— Tak, trochę; ale mogę jeszcze iść dalej.
— To trzeba, żebyś tu odpoczął. Widzę, że jesteś jeszcze słaby. Trzeba sił oszczędzać, żeby na dalszą podróż wystarczyły.

— A czy daleką mamy podróż przed sobą?

  1. Dokąd prowadzi ta droga?
  2. Do szczęśliwej podróży.
  3. Skąd wy?
  4. Jestem mulnik Diego, na wasze usługi.