Strona:PL Zieliński Gustaw - Manuela. Opowiadanie starego weterana z kampanii napoleońskiej w Hiszpanii.pdf/54

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


w środku wioski położoną, stanowiącą najpokaźniejszy dom tej osady.
Ponieważ było gorąco, kazałem wynieść przed dom ławę, na której zasiadłszy, wydawałem moim wiarusom różne rozkazy, a między innymi: żeby szanowali chudobę mieszkańców, sprzętów nie niszczyli, bo to tylko bezużyteczne barbarzyństwo, wywołujące zemstę i zawziętość ludności. Zresztą, prawdę mówiąc, nie było co plondrować, bo tylko najniezbędniejsze sprzęty były pozostawione, a i te nędzne świadczyły o wielkiem ubóstwie mieszkańców.
Wtem na ulicy dały się słyszeć głośne krzyki. Jakoż wkrótce ujrzałem dwóch żołnierzy, prowadzących, a właściwie ciągnących starą kobietę, opierającą się i wrzeszczącą na całe gardło. Za nimi nimi postępował trzeci żołnierz, niosący na plecach zawiniątko różnych rupieci, w płócienną płachtę związanych. Żołnierze zameldowali mi, że przytrzymali babę z tem zawinięciem, wymykającą się chyłkiem z wioski, w chwili, gdy chciała się niepostrzeżenie prześliznąć przez łańcuch wojskowy. Widać, że baba, pakując swoje rupiecie, nie zdążyła przed naszem przybyciem opuścić wioski z resztą ludności i ukrywszy się tylko, próbowała ucieczki, która jej się nie powiodła.
Gdy babę do mnie przyprowadzono, rozkazałem ją puścić, ale była tak osłabiona krzykiem i szamotaniem się, że byłaby upadła, gdyby jej żołnierze nie byli podtrzymali. Kazałem ją posadzić na ławie i złozyć obok niej zawinięcie. Baba mogła mieć lat ze sześćdziesiąt, była zawiędła, ale jeszcze rzeźka, i byłaby mi może, począwszy, z ławy drapnęła, gdyby jej żołnierze nie pilnowali; wrzezczała jednak wciąż, jak opętana, wymyślając nam od złodziei, rozbójników, heretyków, kace-