Strona:PL Z obcego Parnasu (antologia).djvu/262

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Nim cichy wieczór osiadł na dolinach,
Ozwał się z baszty Siczy śpiew rodzinny;
Sen wyszedł z miasta, a w jego ruinach
W łunie zasnęły: popiół, step pustynny.

Tylko za miastem, w otwartéj przestrzeni,
We krwi zastygłéj muzułmanin tonie.
Kiedyż twych czynów śród cherubów pieni
Powstanie pamięć sławian Maratonie?


III.

Wieczór był cichy, słońce z mogił dackich
Na siedmiogrodzkich gór szczyty się toczy,
Kiedy Iwonia z okopów kozackich
Szedł w tabor pogan, łzami rosząc oczy.

Nie byłoż miłéj, szablę wziąwszy w dłonie,
Na polu sławy sławnéj śmierci żądać,
Niżli u pogan, a jeszcze w pokłonie,
Na swą smierć czekać i na śmierć spoglądać?

Zaufał Turkom, zrzekł się wiary naszéj;
Bóg odszczepieńca w niedoli opuszcza:
Łeb swój na spisie zostawił u baszy,
Szczątki gdzieś w prochu zachowała puszcza.