Strona:PL Z obcego Parnasu (antologia).djvu/233

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Do moich kwiatów.




Kwiatki, rozkwitu przywdziejcie sukienkę;
Jam stary, czekać dla mnie już nie pora:
Daléj! swym blaskiem ożywcie jutrzenkę,
A woń rozlejcie śród zmierzchu wieczora.

Czyliż mam czekać waszego rozwicia?
Dla starca każda fala skałę kryje;
To słońce, które was wzywa do życia,
Jutro się może o mój grób odbije.

Kwiaty, wy także macie swe cierpienia:
Robak wam z ziemi, wiatr grozi z zenitu;
Ja, co tak długo żywiłem marzenia,
Ileż widziałem pączków bez rozkwitu!

Śmierci nie bójcie się już z mojéj dłoni,
Bo komuż starzec w hołdzie by was składał?
Wieńca nie pragnę już dla mojéj skroni;
Jak król odchodzę, który tron postradał.