Strona:PL Z obcego Parnasu (antologia).djvu/192

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Czy w głębi twéj duszy się smutek obudzi,
Czy wstrząśnie namiętność twe łono;
Pamiętaj, na ucztę hałaśną do ludzi
Nie wychodź z władczynią szaloną.

I siebie nie zniżaj, i wstydź się handlować
Twym gniewem, tęsknotą posłuszną,
I rany twéj duszy nadęcie wskazować
Na podziw przed czernią bezduszną.

I cóż nas obchodzą twe życia koleje,
Cierpienia i męki przedwczesne,
Bezmyślne lat twoich młodzieńczych nadzieje,
Twe żale, zawody bolesne?

Ot patrzaj! przed tobą, igrając, tłum bieży
Po drodze utartéj oddawna,
Na twarzach kłopotów zaledwie ślad leży,
I łzy w nich nie spotkasz... zabawna!

A ledwie w tym tłumie człek jeden jest może,
Co zdoła odetchnąć swobodniéj,
Co wcześnie mu w zmarszczki się czoło poorze,
Choć niezna upadku, ni zbrodni.

O! wierzaj, że dla nich śmiesznemi twe żale:
Łzy nutą śpiewaną uczoną,
Jak aktor tragiczny, gdy macha w zapale
Swą szpadą z tektury sklejoną.