Strona:PL Z obcego Parnasu (antologia).djvu/075

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Nawet i mistrze nań patrzą w zachwycie,
Żeby od ciebie coś się nauczyli.
I mądry władca, pełen uniesienia,
Czuje, jak wielki teraz skarb posiada;
Stoi jak wryty, tak nim duch twój włada.
Lice młodziana radość rozpromienia;
Wzrok jego pała żądzą, by przewodnią
Duch twój mu świecił natchnienia pochodnią.
Tak myśl, co w duszy wielkiéj zajaśniała,
Przez wieków wieki na wszech bliźnich działa:
Bo, k’czemu zacna wola męża rwie się,
W ciasnym żywota nie spełnić zakresie.
Ale on żyje, działa i po zgonie:
Czyn, słowo piękne w nicości nie tonie.
Tak i ty będziesz istnieć nieskończenie;
Nieśmiertelności nasycaj pragnienie.


Artysta

Czuję, jak wiele bogowie mi dali
W wędrówce życia mego, choć tak krótkiéj,
I jaką przyszłość mi przygotowali;
Lecz mnie ten widok wskrzesza dawne smutki.
Czyż młodzian może składać bogom dzięki,
Gdy ukochana, wtrącona w ciemnicę,
Zdala łzy leje i rozwodzi jęki?
Któż wtedy jego potępi tęsknicę,
Kto go szczęśliwym nazwać się ośmieli?
I czyżto radość w jego duszy wznieci,
Że jedno słońce dla obojga świeci,
Gdy on z nią nawet boleści nie dzieli?