Strona:PL Z obcego Parnasu (antologia).djvu/064

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Artysta (do siebie)

Ten człek nieznośny żółcią mię napawa!

Muza (niewidzialna dla innych zbliża się do artysty).
Cóżto? już wątpić zaczynasz me dziecię?
Każdy ma jarzmo, dzwigać je nie snadno!
Kiedy ci płaci, mniejsza że — szkaradną!
Niech sobie stary trzy po trzy ci plecie!
Będziesz się cieszyć w wytchnienia godzinie
Dziełem, co z pędzla twojego wypłynie.
Kiedy się człowiek ciężkim trudem zmęczy,
Tém się mu miléj spoczynek uwdzięczy.
Niebo szlachetnie używać nie broni,
Gdy kto za życia uciechami goni;
Lecz czyż to szczęście twéj duszy potrzebą?
Nie! tyś ukochał świat sztuki i niebo!


PL Z obcego Parnasu (antologia) page0011a.png