Strona:PL Z obcego Parnasu (antologia).djvu/063

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Pan (biorąc w rękę jakiś obraz w kącie stojący).
To pański portret jeśli się nie mylę?


Artysta

Lat temu dziesięć! byłem wtedy młody!


Pan

Dosyć podobny.


Pani (rzuciwszy okiem na obraz).

Jak dwie krople wody!


Pan

Tak!... dziś ma zmarszczki, twarz więcej zarasta.


Żona artysty (z koszykiem w ręku, do artysty po cichu).
Daj mi pieniędzy, muszę iść do miasta.


Artysta

Niéma!


Żona

To dziatwa z głodu poumiera!


Artysta

Ha!


Pan (zbliżając się do stalug)

Teraz to lepsza jest pańska maniera.


Artysta

Tak, naturalnie, bo coś znaczy wprawa.


Pan

Brawo! to trafił te na nosku garby!
Trza tylko oczom dodać żywszéj farwy