Strona:PL Z obcego Parnasu (antologia).djvu/046

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


I zaraz potwór na ziemię padł
I swém olbrzymiém przygniótł mię ciałem;
Wtedy to zmysły już postradałem.
Gdym się obudził i ujrzał świat,
To naprzód ciurów dostrzegły oczy,
A potém smoka, co we krwi broczy.”


XXII.

Zaledwie rycerz skończył swą powieść,
Dotąd tłumione oklaski grzmią:
Bo tém słuchacze pragną mu dowieść
Swe uwielbienie i wdzięczność swą,
Dźwięk pomieszanych głosów tysiąca,
O strop odbity, brzmi już bez końca.
Bracia zakonni, chcąc mu dać cześć,
Żądają wieńca gwieździe rycerzy,
A tłum z radością ku niemu bieży,
Chcąc go w tryumfie po mieście wieść.
W tém mistrz, surowo zmarszczywszy czoło,
Znakiem nakaże milczenie w koło.


XXIII.

I rzecze: „Wprawdzie groźnego wroga
Téj ziemi dzielnąś prawicą zmógł:
Ale lud w tobie dziś widzi Boga,
A dla zakonu tyś odtąd wróg.
Stokroć gorszegoś stworzył potwora
Niż ten, którego zabiłeś wczora.