Strona:PL Z obcego Parnasu (antologia).djvu/045

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Zanim zdołałem ponowić raz,
Koń dęba daje, daléj ni kroku;
Bazyliszego uląkł się wzroku
I jadu, jakim smok zionął w nas,
I odskakuje w tył nieprzytomnie.
Wtedym pomyślał, że już jest po mnie.“


XX.

„Skoczyłem z konia; nie tracąc chwili,
Dobywam z pochwy ostry mój miecz;
Próżno dłoń pancerz przebić się sili,
Choć dla zamachu cofam się wstecz;
A wtém, z wściekłością, ogona siłą
Na ziemię zwierze mnie powaliło,
A roztworzywszy paszczękę swą,
Już na mnie groźnie zęby wyszczerzy;
Wtém rozjuszonych psów para bieży,
Wpijają zęby w kałdon i rwą,
Aż potwór pośród bólów i męki
Wydał okropne wycia i jęki.“


XXI.

„Kiedy się zwierzę z psami szarpało,
Ja z ziemi wstaję, dobywam sił,
Szukam, gdzie nagie u wroga ciało;
Spostrzegłszy, zaraz tamem miecz wbił,
Nurzając ostrze do rękojeści!
Krwi czarnéj strumień z rany szeleści,