Strona:PL Z obcego Parnasu (antologia).djvu/040

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Rękoma smoka potwora wzniósł.
I oto, z moim opisem wiernie,
Na krótkich nogach długi niezmiernie
Cielska ogromny wnet ciężar wzrósł;
Pancerz łuszczaty jego grzbiet zbroi,
Co wszelkim ciosom groźnie dostoi.


X.

I długą szyję wyciąga z ciała;
Jak wrota piekieł, straszna jak grób,
Paszcza olbrzymia rozwarta cała,
Zda się, że chciwie już chwyta łup;
A w niéj z czarnego głębi gardziela
Szereg kończatych zębów wystrzela;
Język śpiczasty, ostry jak miecz;
Oczy błyskają na wszystkie strony;
A daléj w węża już zakończony
Grzbiet się olbrzymi przedłuża precz;
Strasznie się kręci, w pierścieniach ginie,
Zda się, wnet jeźdźca z koniem owinie.“


XI.

„Gdy już skończoną była robota,
Na wszystkom barwę szkaradną kładł.
Jak śród zgniłego zrodzony błota
Zdał się ten potwór — pół smok, pół gad.
Spełnieniem dzieła uradowany
Wnet dwa wybrałem sobie brytany,