Strona:PL Z obcego Parnasu (antologia).djvu/041

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Silne, a lotne jak wiatru wiew,
Nawykłe walczyć z dzikiem zuchwałem.
Ich to na smoka ja podszczuwałem,
Pragnąc w nich wściekły obudzić gniew,
By go śmiertelnym raziły ciosem.
One posłuszne szły za mym głosem,“


XII.

„A gdzie jest runo kałdona białe,
Gdzie smok bezbronnym zdawał się być,
Tam podszczuwając brytany śmiałe,
Ostre im zęby kazałem wpić.
Sam biorę kopię i zbroję wkładam,
Na arabskiego rumaka siadam,
Co z sławnéj rasy zrodzony był.
Gdym go rozzłościł, widząc że pora,
Gwałtownie pędzę nim na potwora,
Dając ostrogę ze wszystkich sił;
Mierzę i silnie rzucam kopiję:
Zda się na wylot smoka przebiję.“


XIII.

„Chociaż koń zgrzyta, najeża grzywę,
I pianę toczy, i dęba dał;
Chociaż brytany wyją lękliwe,
Jam przyzwyczaić je gwałtem chciał.
I te ćwiczenia bez przerwy trwały,
Aż trzeci miesiąc upłynął cały.