Strona:PL Z obcego Parnasu (antologia).djvu/036

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Za nim, o dziwy! łudziż mnie wzrok?
Potworę jakąś wloką po ziemi,
Z paszczą i zęby krokodylemi,
A z kształtu zda się jakoby smok.
A lud zdziwiony wzrok swój wymierza,
To na potwora, to na rycerza.


II.

Zewsząd wołają głosów tysiące:
„Oto skrzydlaty smok, który wciąż
„Pożerał trzody, ludzi na łące;
„Jego pogromcą ten oto mąż!
„Toć przecie przed nim mężów niemało
„Ten bój olbrzymi wziąć przed się śmiało;
„Lecz któryż wrócił lub smoka zmógł?
„A więc składajmy cześć rycerzowi!”
I ciągnął orszak ku kościołowi,
Gdzie już krzyżowców, Chrystusa sług,
Braci szpitalnych świętego Jana,
Poważna rada nagle zebrana.


III.

I przed najwyższym swoim zwierzchnikiem
Skromny młodzieniec staje; a lud
Za nim się ciśnie z dzikim okrzykiem,
Zalega stopnie, przysionki, wchód.
Młodzian w te słowa do mistrza rzecze:
„Jam o rycerskiéj wierze miał pieczę: