Strona:PL Z obcego Parnasu (antologia).djvu/028

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    By mi szczęście zachowały
    Rzekł i rzucił w odmęt fal.

    Ledwie świt się dostrzedz daje,
    Wnet wesoły rybak staje
    Przed tyranem panem swym:
    „Ot tę rybę pierwszą, Panie,
    Dziś schwytałem; na co stanie,
    To odemnie w darze przyjm.”

    Niosą rybę do kucharza;
    Kraje, cudo go przeraża,
    Pędzi zdziwion ledwie tchnie.
    „Patrz o władco! w wnętrzu ryby
    Był ten pierścień; bez ochyby
    Jest bez granic szczęście twe”.

    Lecz gość na to się oburzy;
    — „Już nie mogę tu być dłużéj,
    Odtąd mnieś ni druh ni brat;
    Twojéj zguby snadź chcą bogi,
    Nie chcę dzielić śmierci srogiéj.” —
    I odpłynął szybko w świat.


    PL Z obcego Parnasu (antologia) page0028.jpg