Strona:PL Z obcego Parnasu (antologia).djvu/026

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Król się wzdryga, cofa z dreszczem.
— „Nieraz szczęście jest złowieszczém;
A choć zawsześ wroga zgniótł,
Pomnij, chytra jest fal łaska:
Może burza w krótce strzaska
Wątłe szczęście twoich flot.” —

Zanim król te skończył słowa,
Mowę radość przerwie nowa,
Co śród portu brzmi raz wraz:
Z skarby, z łupy bogatemi
Do ojczystéj wraca ziemi
Okrętowych masztów las.

A król rzecze znów w podziwie:
— „Choć los sprzyja ci szczęśliwie,
Śród pogody strzeż się burz;
Lud kreteński, męztwem swojém
Sławny, krwawym grozi bojem,
A twych brzegów blizki już.” —

Zanim skończył nagle zoczy
Tłum, z okrętów co się tłoczy,
I tysiączny słyszy krzyk:
„Nie doznamy wojen klęski,
Śród fal zginął lud kreteński;
Bój skończony, strach już znikł!”

Gdy to słyszy gość trwożliwy,
Rzecze: — „Iście tyś szczęśliwy,